Archiwum dla przyczyny wypadków snowboardowych

Wypadki na nartach i snowboardzie. Podsumowanie sezonu 2015.


Mijający sezon jest jednym z tych, w których Horska Slużba miała z nami najwięcej pracy (poza sezonem 2012/13). Co trzeci wyjazd, ktoś coś sobie robi. Na tym smutnym koncie mamy już 4 skręcone kolana, jeden złamany nadgarstek, jeden ciężki uraz głowy.

Na całe szczęście, wszystkie te kontuzje goją się prawidłowo i poszkodowani wracają do formy.

Postanowiliśmy się zastanowić i krótko spisać najważniejsze przyczyny tych wypadków, opierając się na tegorocznych, ale i minionych wydarzeniach.

Przyczyny wypadków narciarskich i snowboardowych.

Prędkość – najczęstsza przyczyna wypadków na nartach i snowboardzie.

Najczęściej, jest to prędkość. A właściwie, to niedostosowanie jej do warunków, swoich umiejętności, zmęczenia i natężenia ruchu na trasach. W praktyce, w tym sezonie, dwa razy nasi Uczestnicy spowodowali swoje urazy tym, że ich poniosła arenalina, a dwa razy ucierpieli w wyniku uderzenia przez kogoś innego, kto jechał wyraźnie zbyt szybko.

Zderzenia z innymi osobami, to grupa wypadków najbardziej smutnych w konsekwencjach – najczęściej, ze szwankiem wychodzą z tego osoby uderzane/najechane. Sprawcy często kończą bez szwanku, gdyż mają ułamek sekundy więcej od swoich ofiar na odpowiednie ułożenie ciała i uratowanie się w ten sposób od konsekwencji. Doświadczenie dowodzi, że w takich sytuacjach często dochodzi do urazów kolan i żeber, rzadziej – głowy i rąk.

Pamiętajmy, że obecnie używany sprzęt pozwala na dość łatwe osiągnięcie prędkości w okolicach 80 – 100 km/h. Przy takie prędkości, nie jeden wypadek samochodowy kończy się co najmniej poważnym urazem, a strefa zgniotu w autach jest wyraźnie większa, niż w sportach zimowych…

Brak odpowiedniej rozgrzewki.

Stare powiedzenie mówi, że jazdy na deskach (podobnie, jak na rowerze) się nie zapomina. To trochę nas rozgrzesza i rozleniwia. Jeżeli już ktoś się rozgrzewa przed rozpoczęciem, to albo robi to po łebkach, albo wychodzi z założenia, że rozgrzeje się w czasie pierwszego zjazdu, albo nie robi tego wcale i od razu z pełną adrenaliną rusza na stok. Tymczasem, zapominamy, że siedząc przez kilka godzin w autokarze (a wcześniej wiele dni za biurkiem w pracy), „sztywniejemy”. Nasze mięśnie, ścięgna i wszystkie możliwe inne tkanki ruchome i rozciągliwe 😉 potrzebują rozruszania. W tym sezonie, skończyło się to jedną kontuzją kolana. W jednym z poprzednich – kręgosłupa.

Ograniczenie widzenia.

W sportach zimowych co jakiś czas zmieniają się style jazdy, sprzęt, gogle… Każdy z tych elementów ma wpływ na to, co widzimy i  jakie pole widzenia mamy. Gogle i ubiór mogą je ograniczyć „z zewnątrz”. Styl jazdy jednak – może wpłynąć na zakres widzenia niejako programowo, a to często kończy się zderzeniem z innym użytkownikiem stoku. Kilka lat temu, dwaj nasi Klienci (a zarazem bliscy przyjaciele), zderzyli się ze sobą tak paskudnie, że połamali sobie nawzajem żebra… W zeszłym roku również ja sam miałem bliskie spotkanie z innym narciarzem – obaj jechaliśmy pełnym carvingiem na świetnie przygotowanym stoku i choć widzieliśmy wszystko przed sobą, to jednak nie widzieliśmy tego, co z boku… Jeżeli połączymy to ze sporą prędkością, to mamy receptę na porządną kraksę…

Szaleństwa.

W tej grupie wypadków, mieszczą się wszystkie te akcje, które wyczyniamy w związku z endorfinami i adrenaliną: skręcenia i złamania na hopach, railach i innych boxach, owinięcia wokół drzew w czasie freeride’u, wygłupy z kumplami, z którymi próbujemy różnych „sztuczek”… Tu nie ma jasnych reguł: jeżeli jest adrenalina, jest i ryzyko kontuzji. Taki sport 😉

Gorzej, jeżeli szaleństwo jest połączone z lekkomyślnością i próbujemy dokonać zjazdów rodem z filmów akcji: śmigamy między ludźmi, jak alpejczyk między tyczkami, przejeżdżamy pod wyciągami, albo popisujemy się przed kolejką czekających na wjazd… Takie akcje kończą się często bardzo tragicznie. W tych sportach musimy myśleć – często również za innych.

Najczęstsze urazy w wypadkach narciarskich i snowboardowych.

U snowboardzistów, którzy ulegli wypadkom na naszych wyjazdach, najczęściej dochodziło to uszkodzeń nadgarstków i barków, rzadziej klatki piersiowej i kolan. Narciarze zaś, najczęściej rozwalali kolana (jakieś 80 % urazów), głowy (pomimo kasków!) są na drugim miejscu (!!!), zaś pęknięte żebra – na trzecim.

Krótkie podsumowanie i trochę statystyk.

Na ok. 600 osób, które z nami pojechało w tym sezonie, poważne kontuzje odniosło 6, czyli 1%. Obiektywnie na to patrząc, mamy 99% pewności, że wrócimy cali i zdrowi 😉 Jeżeli jednak jesteśmy w tej grupie jednego procenta, to obiektywne statystyki nie są najważniejsze…

Większość (5/6) wypadków miała miejsce w dobrej pogodzie i świetnych warunkach śniegowych.

Również 5 z 6 poszkodowanych, to narciarze (w zeszłym sezonie, proporcje były odwrotne).

Pomocy szpitalnej na miejscu udzielono 2 osobom, wszystkich zwiozła z góry Horska Slużba (ich usługi są w cenie wyjazdu).

Podsumowując – sporty zimowe, to świetne i – generalnie – bardzo bezpieczne zabawy. 99% zdrowych powrotów mówi same za siebie. Trzeba jednak pamiętać o tych powyższych przyczynach wypadków, a także o jeszcze jednej, która z nich pośrednio wynika – o pechu. Możemy się bowiem znaleźć w nieodpowienim miejscu, w złym czasie… Minimalizujmy ryzyko. Rozgrzewajmy się na rozgrzewce, a nie drinkiem w barze. Przestrzegajmy Białego Kodeksu i myślmy za innych.

Michał Rak

Reklamy